Cała rzecz dziś o tłumaczach. Dlaczego akurat o nich?
Wydaje się, że tłumaczenie czegokolwiek (nawet czytanki na język obcy w szkole) to zajęcie odtwórcze, żmudne, zero w tym kreatywności i wkładu własnego. Bo co to za filozofia słowa tekstu w jednym języku zmienić na wyrazy z drugiego języka, innego?
Jak się jednak okazuje, jest to wielka filozofia. Wystarczy tylko porównać przekłady tego samego tekstu w wykonaniu różnych osób (a nie czarując się, czasami książka przez słaby przekład traci wielu potencjalnych czytelników - zaskoczenie dlaczego w jednym kraju coś się sprzedaje, a w innym nie trafi się prawie żaden czytelnik, także w odniesieniu, do tego że czasami przekład potrafi się sprzedawać lepiej od wersji w języku oryginalnym! dzięki świetnej pracy tłumacza książka może zrobić zawrotną "karierę"). Ogólna myśl zostanie za każdym razem ta sama, ale można to ubrać w troszkę inne słowa, oddać inaczej charakter tekstu.
Tłumaczenie to nie czynność mechaniczna, sucha wymiana wyrazów z języka A na język B, tłumaczenie to tak na prawdę pisanie na nowo tej samej książki. To ponowne redagowanie tekstu. Tłumacz to tak właściwie pisarz, który ma jednocześnie łatwe i trudne zadanie. Ma już gotową fabułę, widzi w jakie słowa ubrał tekst i jaką "osobowość" nadał narracji autor, a teraz sam ma dodać coś od siebie, co także w jego ojczystym języku (trochę generalizując, że każdy tłumacz książek przekłada książki z innego języka na swój narodowy) pozwoli książce podobać się czytelnikom.
Dziś więc ukłony w stronę nie zawsze docenianych magików cudzego słowa ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz