poniedziałek, 31 marca 2014

O tym jak Krzyżacy wynaleźli bombę atomową

Tytuł to nie kiepski żart (czy inna tania rewelacja), ale najprawdziwsza prawda z literackiego świata stworzonego przez pana Dariusza Spychalskiego w Krzyżackim pokerze. Same powieści to żadna literatura klasy nędznej, żaden chłam (chociaż z powodu przeszacowanego najwidoczniej nakładu na dwa kieszonkowej wielkości tomiki trafiłam w pudłach z tanią książką), całkiem dobrze się to czyta, miły relaks.

Trochę to wszystko podobnie wykreowane do Wielkiej Rzeczpospolitej (http://www.wielkarzeczpospolita.net/), chociaż urządzone z mniejszych rozmachem i większym prawdopodobieństwem.

Wyobraźmy (a jeszcze lepiej sięgnijmy po książki i przeczytajmy) sobie, że w XX wieku nadal istnieje Zakon Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, a właściwie to nie w Jerozolimie, a na historycznie nam znanych terenach Prus, które serio przed wiekami Krzyżacy zajmowali. Ma się do tego całkiem dobrze i sprawnie jako państwo zakonne.

Żadnej drugiej wojny światowej, czy innych faktów znanych powszechnie z lekcji historii, tam historia od pewnego momentu potoczyła się zupełnie inaczej, może nawet szczęśliwiej i fortunniej dla nadwiślańskiego kraju?

Co więcej, przez te wieki nic się prawie nie zmieniło ustrojowo, mamy feudalizm (w unowocześnionym nieco wydaniu, ale nadal), rządzą panowie szlachta, potężna Rzeczypospolita. I to jaka! Aż Trojga Narodów.

I do tego ci Krzyżacy... taki wrzód na zdrowym organizmie, niby maluczko ziem jak na organizm państwowy, takie kolejne województwo o nieco większej autonomii od pozostałych. Takie węże, które się czają i w odpowiednim czasie kąsają z zaskoczenia.

Co tym razem wydumali? 

Noooo... Między innymi tytułową bombę atomową, do tego trochę innego zamieszania (kurczątko, za dużo tu opowiadam).

Ale czy coś im z tego wyjdzie? Jak afera się zakończy?

Zapraszam do lektury ;)








Źródło ilustracji:

sobota, 29 marca 2014

Nie mogę się powstrzymać żeby nie skomentować...

Przeglądając Internet napotkałam artykuł o wdzięcznym tytule:

Unia Europejska wymusi blokowanie pirackich stron na dostawcach usług internetowych


(dla Zainteresowanych treść całego tekstu: http://pclab.pl/news57072.html)

Jak dla mnie - sprawa bulwersująca.

Dlaczego?

Dostawca Internetu to tylko POŚREDNIK, a jako taki nie odpowiada za to, co każdy z osobna zrobi z dostarczaną usługą (czy będzie całego dnie spędzał na twarzoksiążce, grał w gry po sieci, szukał przepisu na ciasto imieninowe, czy cokolwiek innego), jego to nawet nie powinno interesować, opłacam, więc moja sprawa co robię.

Pirackie strony powinni omijać sami użytkownicy, prawda? W końcu mniej-więcej każdy wie jakie sankcje grożą za piracenie, ma świadomość jakie działanie jest w jakim stopniu legalne. Ewentualnie są odpowiednie służby, które zajmują się ściganiem z urzędu naruszeń praw autorskich.

Na zdrowy rozum - na tej samej zasadzie powinno się ukarać sprzedawcę w sklepie za to że u niego piroman zakupił paczkę zapałek, za pomocą której spalił dom, stodołę czy samochód, albo dealera samochodowego, bo auto z jego salonu spowodowało wypadek.

Producent czy pośrednik nie ponosi odpowiedzialności za to co końcowy użytkownik zrobi z oferowanym towarem/usługą. Każdy w końcu swój rozum ma, od kiedy to Państwo czy UE musi nas do tego stopnia niańczyć, to zakrawa nawet na ubezwłasnowolnienie.

Jeśli chcą coś w tej sprawie zrobić, to niech lepiej pomyślą nad zmianą prawa autorskiego na bardziej przystające do życia (w tej formie raczej się nie sprawdza, a co by dopiero było bez wolnych licencji typu CC czy GNU?). Lepiej utrudnić ludziom życie, niż zrobić trochę porządku (godząc w kasiaste grupy interesu, ale kto by sobie zakręcał kurek z dotacjami), tak łatwiej i wygodniej, prawda?

Ledwo przyschła afera z ACTA, teraz to...

piątek, 28 marca 2014

Jak przetrwała pani Eva i jej siostra

O eksperymentach medycznych w obozach koncentracyjnych krążą legendy, sporo na ten temat napisano, nawet coś mi w ręce wpadło, tylko do tej pory były to raczej opracowania naukowe, a nie relacje bezpośrednich świadków, czy też ofiar nazistowskiej medycyny.

Książkę o tym, co spotkało dwie dziewięcioletnie bliźniaczki rozłączone z rodziną (rodzicami i starszą siostrą) na rampie KL Auschwitz napisała pani Eva Mozes Kor.

Jaka ta historia jest - zapewne jedyna i niepowtarzalna, jak każde (każde i niepowtarzalne, wiem że to się kłóci, ale mimo że opisów doświadczeń obozowych jest wiele, to jednak one nigdy nie są w 100% takie same) tego typu przeżycia.

Na ten tytuł trafiłam dzięki onetowemu artykułowi (nie wszystko w tym portalu zamieszczone jest wartościowe, ale od biedy może się coś trafić, tak jak to). W artykule, właściwie wywiadzie (http://kobieta.onet.pl/eva-mozes-kor-zrozumialam-ze-tylko-wybaczajac-moglam-na-powrot-stac-sie-szczesliwa/ky7kb), trafiłam na takie słowa pani Evy:

Zrozumiałam, że tylko wybaczając mogłam na powrót stać się szczęśliwą osobą, pomimo tego wszystkiego, co się wydarzyło. Wybaczyłam nazistom nie dlatego, że na to zasługiwali, ale dlatego, że każdy człowiek ma prawo do wolności. A wolnym możesz być tylko wtedy, jeżeli nikt nie ma kontroli nad twoim życiem. Pielęgnując w sobie nienawiść do nazistów dawałam im taką kontrolę. W pewnym sensie wybaczenie okazało się formą zemsty, ponieważ w ten sposób uwolniłam się spod ich kontroli.

I chyba najbardziej te słowa mnie uderzyły i zachęcają do podjęcia poszukiwań tej książki na półce bibliotecznej czy księgarskiej.








Źródło ilustracji: http://merlin.pl/Przetrwalam-Zycie-ofiary-Josefa-Mengele_Ewa-Mozes-Kor-Lisa-Rojany-Buccieri,images_big,1,978-83-7839-704-5.jpg

wtorek, 25 marca 2014

Kraina szczęśliwości wg Krasnodębskiego

Ponieważ eksperyment z Chwastami mogłam zaliczyć do udanych, postanowiłam sięgnąć po coś jeszcze napisanego przez pana Jana Pawła Krasnodębskiego.

Tym razem wybór padł na pozycję o bardzo optymistycznym tytule - Kraina szczęśliwości

Książka moim zdaniem równie udana jak poprzednia, choć o odmiennej tematyce.

Tym razem na tapecie rodzina, a raczej to co kryje się pod pozorami dobrej rodziny, to czego nie widzą sąsiedzi, co dzieje się w czterech ścianach (nie koniecznie przemoc i patologia), ładnie stworzonym obrazkiem na potrzeby otoczenia. To, że wszystko, sukces i stabilizacja mogą rozsypać się jak domek z kart...

tylko jak sobie z tym radzić, jak szukać złotego środka, jak żyć (nie koniecznie panie premierze, tylko tak ogólnie)

Ta książka to nie recepta na życie, na rozwiązywanie problemów, czy naprawianie podręcznikowe relacji rodzinnych, ja bym tego tak w żadnym razie nie traktowała, ale może dzięki niej można popatrzeć na się trochę z boku?

Czasami warto spróbować









Źródło ilustracji: http://www.videograf.pl/kraina%20szczesliwosci%20big.jpg

poniedziałek, 24 marca 2014

Koszmar interpretacji

Interpretacja tekstu - mój prywatny koszmar szkolny na każdym szczeblu nauczania. Nie dlatego że byłam słaba z polskiego, czy coś w ten deseń... Raczej chodziło o to sakramenckie pytanie pani polonistki (nie trafiłam na pana polonistę):

"co autor miał na myśli"

a im człowiek był starszy, tym bardziej cisnęło się się na usta:

"kobieto, co autor miał na myśli to już napisał, tekst masz przed nosem... pytaj autora, a nie mnie co on miał na myśli"

prawidłowe pytanie skierowane do klasy to raczej powinno być:

"jak wy odbieracie ten tekst? jakie przemyślenia wam nasuwają się po lekturze?"

Bo interpretacja tekstu to własne przemyślenia odbiorcy danego tekstu, nie mają czasami wiele wspólnego z tym, co znajduje się na papierze zadrukowanym interpretowanym tekstem (tak przynajmniej myślę, po tym jak prezentowano nam na zajęciach interpretacje w wykonaniu ponoć uznanych autorytetów - krytyków czy innych literaturoznawców, które momentami były bardziej nadinterpretacjami niż pomysły kolegów i koleżanek z ławek w klasie)

Prawidłowa interpretacja? nadinterpretacja? czy takie pojęcia powinny istnieć?

Według mnie - nie

Z jednego prostego powodu, każdy człowiek ma prawo do własnego odbioru tekstu. Co to jest za interpretacja, skoro ja mówię A, a polonistka mnie "butuje" mówiąc B, nie zostawiając na mnie najczęściej suchej nitki za błędny tok myślenia, czy cokolwiek i orzekając że jest to jedyna słuszna droga patrzenia na tekst (nie próbując przy tym ze mną dyskutować, by mnie przekonać do swoich racji, tylko narzucając mi swoje zdanie po całości, siłą nie wiem czego - bo w tym momencie już chyba nie ma mowy o autorytecie)? Gdzie tu miejsce na samodzielne myślenie? Mam się uczyć myślenia, rozwijać się, czy stać się jasnowidzem od kluczy egzaminacyjnych?

Sytuacja, przyznacie sami - kuriozalna, polska lekcja polskiego wygląda dokładnie jak sytuacja z komiksu poniżej.



I tym "optymistycznym" akcentem pragnę zakończyć zrzędzenie na dziś ;)







Źródło ilustracji: http://img.wachamksiazki.pl/media/2014/03/7fb89d0c7d9a01727585e1e8db86993b_page.jpg?1395644154

sobota, 22 marca 2014

Sensacje Bogusława Wołoszańskiego

Pana Bogusława Wołoszańskiego kojarzyłam do niedawna jeszcze tylko (a może i aż?) z serią ciekawych programów dotyczących tajemnic, zagadek, sensacji związanych z, jak mówiła nazwa, całym XX wiekiem (szczególnie te dotyczące II wojny światowej utkwiły mi w pamięci).

Jakże byłam mile zaskoczona, gdy okazało się, że powstała (dobrych parę lat temu) także książkowa wersja Sensacji XX wieku.

Mnie udało się dotrzeć tylko do jednego z tomów serii, tego dotyczącego II wojny światowej, akurat ten był na półce mojej Filii, ale miło że chociaż tyle ;)

Narracja w książce była prowadzona podobnie do tej znanej z nagrań, także czytało się to równie przyjemnie, jak wcześniej słuchało i oglądało.

Akurat ta część bardziej przypominała zbiór artykułów (felietonów?) na temat - każdy rozdział dotykał innej sprawy, ale wszystko logicznie się ze sobą wiązało, płynnie przechodząc z rozdziału do rozdziału. Pisane ludzkim językiem, więc człowiek nie męczył się nad rozszyfrowywaniem zawiłości terminologicznych.

Cóż mogę więcej powiedzieć? Strasznie żałuję, że nie miałam okazji przeczytać czegoś więcej








środa, 19 marca 2014

Od "Dział" proponuję zacząć przygodę

Tym razem coś dla Wielbicieli literatury sensacyjnej, której tłem są bardziej lub mnie zmyślone wydarzenia ostatniej wojny światowej.

Działa Nawarony pana Alistair'a MacLean'a. Pewnie niektórzy kojarzą ten tytuł bardziej z filmem, ponoć taki powstał i jest całkiem przyjemny w odbiorze, ja osobiście jakoś nie miałam okazji obejrzeć ekranizacji, także moje wrażenia odnoszą się tylko do książki.

A sama książka - świetna, mówiąc tak jednym słowem. Świetna konstrukcja fabuły (właściwie klasyka - grupa do zadań specjalnych dostaje do wykonania misję praktycznie bez szans powodzenia), adrenalina i nagłe zwroty akcji, czyli to co w literaturze tego gatunku lubię najbardziej ;)

Co to dokładnie za misja? Gdzie los rzuci komandosów (i co to właściwie za grupa szaleńców, gotowa na wszystko)? Czy ich misja, której szanse powodzenia są nikłe, powiedzie się? 

Zapraszam do lektury, miła rozrywka na taki wczesnowiosenny szaro-bury czas.








Źródło ilustracji: http://esensja.stopklatka.pl/magazyn/2002/07/img/ilustr/13_20a.jpg

poniedziałek, 17 marca 2014

A to ci "Chwasty"

Pan Jan Paweł Krasnodębski - do tej pory autor znany mi tylko z tytułów lekko starszych książek zalegających pod literą "K" w dziale literatury polskiej mojej Filii. Tytuły wypisane na grzbietach książek określiłabym momentami mianem "dziwne"...

Dlaczego?

Popatrzmy choćby na takie Chwasty - no to nie jest w żadnym razie książka z zakresu ogrodnictwa.

A o czym to w takim razie?

Czy będzie to satysfakcjonujące, gdy powiem że o młodej kobiecie i psie, i tacie kobiety, i jej mamie, i o trudnych relacjach między tymi rodzicami a córką, i o relacjach damsko-męskich w jakimś stopniu... jeszcze trochę mogłabym wyliczać (już i tak za dużo się tu rozgadałam), ale lepiej będzie jeśli sami sobie wyrobicie zdanie o czym jest ta książka, jakich tematów i sekretów dusz (?) dotyka.

Powiem jedno - Chwasty są na prawdę warta tego, by poświęcić im czas na przeczytanie, na upartego wystarczy jedno popołudnie.






piątek, 14 marca 2014

Instrukcja

Ktoś mi już jakiś czas temu wspominał, jak się powinno postępować z nowo zakupionymi książkami, jak je prawidłowo pierwszy raz otwierać, żeby później się w rękach nie rozlatywały (dotyczy to książek klejonych, które są takim moim małym prywatnym koszmarkiem jak je widzę rozlatujące się po kilku użyciach, a jakie mogę spotkać na półkach mojej Filii, w domu wobec swojego księgozbioru nie dopuszczam się takiego barbarzyństwa, ale książki biblioteczne jak wiadomo nie mają lekkiego życia, szczególnie przy czytelnikach maniakalnie zbyt mocno rozginających strony książek, a jeśli to nie bezpośrednia wina czytelnika to wydawcy, który pozwolił na sklejanie kiepskim klejem albo zbyt grubych na takie wyczyny książek).

Nigdy się do tego typu instrukcji nie stosowałam i książki na półkach mimo to żyją szczęśliwie, ale warto umieścić tutaj taką "ciekawostkę przyrodniczą"












wtorek, 11 marca 2014

A jak na zachodzie?

Na zachodzie bez zmian pana Ericha Marii Remarque - klasyka, coś co oczytany człowiek chyba jednak powinien w swoim życiu przeczytać, więc przeczytałam i ja.

Co mi świtało przed sięgnięciem po książkę? że coś o wojnie, a to już coś wiedzieć chociaż oględnie o czym ma się czytać...

Ale która to wojna? Która strona konfliktu opisywana?

Zdradzę - I wojna światowa (czyli siedzimy sobie w mało komfortowych okopach, czasami się z nich wychylamy postrzelać do nierozważnie wystających ponad barykadę hełmów wrogich wojaków, oczywiście nie zapominamy o obrzuceniu okopów przeciwnej strony iperytem czy innym gazem bojowym).

A strona konfliktu... no widzimy to z perspektywy Niemców i to tak, że nawet zaczynamy ich uważać za ludzi, ba, miałoby się nawet lekką ochotę im pokibicować w tej wojnie (a zakończenie przecież wiadome, zaskoczyć nie może, człowiek coś tam trochę tej historii XX wieku nawet liznął), ale "na szczęście" przychodzi opamiętanie... wróg to wróg?

Może macie inne zdanie o tej książce, albo pragniecie je sobie dopiero wyrobić? Polecam serdecznie







środa, 5 marca 2014

Historia Souad


Książka jest jedną z nowości właśnie wyłożonych na skrzynkę katalogu w mojej Filii (ładne miejsce, idealnie nadające się do tego typu przedsięwzięcia, co wykorzystuje też skrzętnie każda kolejna tutejsza bibliotekarka, w tym także ja).

Powoli mija już chyba moda na czytanie i wydawanie książek, bardziej może historii na faktach, opowiadających o życiu w krajach arabskich. Przynajmniej na półkach księgarskich coraz mniej tego typu literatury zauważam.

Spalona żywcem, historia ciężkiego i niewesołego życia Souad w jednej z zapyziałych arabskich wiosek, jest... poruszająca, to chyba będzie to słowo.

Ale nie tyko to. Po lekturze tej książki przekonałam się jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i że jeżeli wejdziesz między wrony to musisz krakać tak jak one.



A sam życiorys byłej wieśniaczki-analfabetki z dziury najprawdopodobniej gdzieś w Cisjordanii? 

Serdecznie zapraszam do lektury chętnych go poznać.








niedziela, 2 marca 2014

Okiem niemieckiego Żyda na Holocaust

Co prawda Wrocław, ten dawny gród piastowski powrócił na łono Matki Polski, ale w opisywanych w Dżumie w mieście Breslau czasach było to miasto na wskroś niemieckie - w końcu jedno z prężnie rozwijających się miast Rzeszy III Niemieckiej.

Książka nie wygląda ani ciekawie ani "apetycznie" tak na pierwszy rzut oka. Zaintrygował mnie w niej tytuł, gdy po zlokalizowaniu jej na półce musiałam wpisać ją do tworzonego w mojej Filii OPAC-a.

Jakby nie było, gdy pokonałam pierwszy wstręt do strony edytorskiej i zajrzałam czego dzieło owo dotyczy, postanowiłam przeczytać.

W końcu nie co dzień trafia się na część opracowanych i wydanych dzienników niemieckiego Żyda z czasów dojścia i faktycznych rządów Hitlera u naszych sąsiadów, także lektura ta była dla mnie niebywale ciekawa.

W książce zostało właściwie opisane wszystko - od pierwszych dyskryminacji, przez wybijanie szyb, uwłaczając zarządzenia, po wywózki do lagrów na terenie Rzeszy i nie tylko, nastroje ludności niemieckiej, nastawienie społeczeństwa, które wcale nie było tak nieświadome, jak się to teraz wszystkim wokół wmawia oraz reakcje środowisk międzynarodowych na początek dramatu, który później pozbawił życia miliony istnień ludzkich.

Co dokładnie zaobserwował i zapisał w swoich dziennikach Walter Tausk? Serdecznie zapraszam do wyszperania tej książki w jakimś zapomnianym, ciemnym kącie biblioteki ;)