piątek, 30 maja 2014

Nasza generacja

Ten tekst musiał dojrzeć, dlatego też mała przerwa w publikacji czegokolwiek. Było trochę do przemyślenia, myśl nabierała powoli kształtu.

Chciałabym się podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat "naszej generacji", czy może mojej generacji - dwudziestoparolatków.

Nie wiem jak nas określić - naiwni? głupi? na pewno oszukani, rozgoryczeni, coraz bardziej sfrustrowani...

To smutne, prawda?

Dla mnie bardzo, dobija mnie rzeczywistość, w której żyjemy. Młodzi ludzie, którzy pełną gębą powinni wchodzić w dorosłość, snuć plany większe i mniejsze i je z różnym powodzeniem realizować kończący na garnuszku rodziców, bo dorosłość jest luksusem, jest droga. Zastanawianie się nad ewentualnym wyjazdem za granicę (na co zdecydowało się sporo rówieśników, osób które znam, które za granicą osiągają to, na co w Polsce tyraliby do emerytury - czyli do świętego nigdy, bo nie wierzę, że dostanę tą lichą marchewkę z końca długaśnego kija). Zastanawianie się nad tym, czy założyć rodzinę. Za co tą rodzinę utrzymać, bo skoro nie stać mnie na samodzielną egzystencję, to po co powoływać do życia kolejne istnienie, małą osóbkę, całkowicie zależną ode mnie?

Jestem bezsilna, powoli zrezygnowana.

Całe lata wmawiano mnie, wmawiano nam wszystkim uparcie na każdym etapie edukacji, że nauka to potęga, że jak pójdę na studia to osiągnę sukces na rynku pracy. Że jak się nie będę uczyć to skończę "rowy kopiąc", ale to właśnie, o ironio, operator koparki zarabia więcej niż osoba z dyplomem uczelni wyższej!

To na co była mi ta cała nauka? Wszystkie moje starania? Żyję w kraju, gdzie więcej magistrów w moim pokoleniu jak rzemieślników, chociaż to tych ostatnich więcej potrzeba. To nie, lepiej było wypychać nas masowo na studia, tworząc do tego celu coraz więcej nikomu w zasadzie nie potrzebnych kierunków, dając nic nie znaczące papiery, zamiast solidnych podstaw do dalszego, samodzielnego życia.

Nie mamy nic, jest kiepsko i jest wielkie zdziwienie i larum. Bo wyjeżdżają masowo, bo tutaj jak zostają to nie mają dzieci, bo kto na emerytury będzie pracował? A o tym to należało myśleć parę lat wcześniej, a nie teraz drzeć szaty i nic poza tym, bo czy coś się zmienia na lepsze?

No może nie nic. Logiczne, że w kraju, gdzie wysokie bezrobocie należy podnieść wiek emerytalny, żeby dłużej zajmować etaty oraz posyłać dzieci rok prędzej do szkoły, żeby rok szybciej szły na bezrobocie, chyba że rodzice z nimi wyjadą za chlebem, albo one same, kolejne zniechęcone pokolenie...

poniedziałek, 26 maja 2014

Cena odgórnie

Przeglądając Internet trafiłam dziś na tekst pana Roberta Drózda (Drozda?, nie wiem jak powinnam odmienić poprawnie nazwisko):

Ustawa o stałej cenie na książki – za kilka lat obejmie także e-booki!



Temat właściwie nie nowy, powraca co jakiś czas - taki trochę odgrzewany kotlet. Szczególnie przy okazji ważnych dla książki wydarzeń, teraz na przykład z intencji warszawskich targów książki (na które po raz kolejny nie udało mi się wybrać, chociaż od jakichś dwóch czy trzech lat sobie obiecuję, że się na nich pojawię).

Mnie, jako nałogowego czytelnika i osobę starającą się regularnie robić zakupy w księgarniach, kwestia cen książek żywo interesuje.

To że one [ceny] regularnie rosną, szczególnie po wprowadzeniu VAT-u, przyjemne szczególnie nie jest, ale dochodzą do tego jeszcze inflacja i inne takie rzeczy - trzeba to jakoś przeboleć, zamiast trzech książek kupię dwie i też jest dobrze (jakby nie było to z czytania nie zrezygnuję), a jak sobie nie kupię (z powodu deficytu w funduszu książkowym), to zawsze mam biblioteki.

Główną ideą wprowadzenia stałej ceny ma być fakt "lecącego na łeb na szyję" poziomu czytelnictwa Polaków. Tylko tak na prawdę kto ma czytać, chce czytać, lubi czytać to czyta. Bo sobie książkę kupi, pożyczy od znajomego, pójdzie po nią do biblioteki... Więc jaki problem (chyba że mówimy o lobby wydawniczym dla którego to ból, że książkę się pożyczy bądź wypożyczy, bo wtedy zamiast przykładowo dziesięć osób kupić dziesięć egzemplarzy i je przeczytać, to w dziesiątkę skorzystają z jednego - fakt to tragedia, to może lepiej zakażmy pożyczania sobie nawzajem książek i pozamykajmy biblioteki dla dobra powszechnego)? Zajmijcie się tym, żeby ludzi nie zniechęcać już od najmłodszych lat do czytania, albo może się nie zajmujcie, bo to wygląda coraz gorzej.

Dalej - traktowanie książki jak towaru. Książka to towar, tak samo jak płyta z muzyką na przykład. Fakt, zawartość może (i powinna) mieć znaczenie kulturotwórcze, ale nadal jest to przedmiot, za który trzeba zapłacić. A przy takich cenach jakie są to książka musi mieć na prawdę bardzo dobrą zawartość, żebym kupiła ją za cenę okładkową, nie czekając na obniżkę. W biblioteki też to poważnie uderzy, wracając do myśli o wypożyczaniu z tego typu instytucji, ponieważ one też korzystają jak tylko mogą ze źródeł tańszej książki z wiadomych powodów polskich realiów, więc skoro ani samemu, ani z biblioteki, to skąd?

A wychodząc poza aspekty książkowo-kulturowe, jest to próba dużej ingerencji w rynek. Gdzie tu miejsce dla konkurencyjności? Mamy wrócić do gospodarki centralnie sterowanej, może jeszcze wprowadźmy reglamentację towaru? Jak kupuję buty to też moja decyzja za ile i u kogo je kupię, więc dlaczego w przypadku książek ma być inaczej?

Dla mnie wprowadzenie stałej ceny to zabójstwo dla rynku książki i czytelnictwa, bo nie stać mnie zwyczajnie będzie na zakup wszystkich książek, które bym chciała w danym roku, ponieważ stała cena będzie - nie oszukujmy się - wysoka, bo o to chodzi wielkim wydawcom, obojętnie czy mowa o kodeksie, czy pliku, albo nagraniu, w tym nie ma troski o małe księgarnie, które tak na prawdę przystosowały się do realiów rynku i sobie całkiem nieźle radzą w sąsiedztwie sieciówek księgarniowych oraz półek z literaturą wszelką w marketach. Za to może nauczy mnie cierpliwości - żeby odczekać owe 18 miesięcy i kupić książkę w bardziej akceptowalnej cenie. Odcięcie ludziom w ten sposób dostępu do nowości zabije czytelnictwo w Polsce, jedyną "zasługą" będzie chyba wzmożone zainteresowanie pirackimi plikami książek krążącymi w Internecie.

czwartek, 22 maja 2014

Mądre słowo na dziś

Nie czytuję literatury autorstwa pani Katarzyny Grocholi (literatura kobieca to jakoś coś co do mnie nie przemawia, obyczajówkowatość tym bardziej nie), ale w wywiadach czy innych takich można odnaleźć coś ciekawego, jak "słowo na dziś", po wszystkich zawirowaniach genderowo-homoseksualno-eurowizyjno-feministycznych:



Pod czymś takim mogę się podpisać i ja. Dziękuję i pozdrawiam







wtorek, 20 maja 2014

Biografia Zofii Fryderyki Augusty von Anhalt-Zerbst-Dornburg, która Rosją władała

Od zawsze fascynowały mnie wielkie kobiety znane w historii świata. Silne osobowości, którym udawało się "przebić" w świecie w poprzednich wiekach, nie czarujmy się, należącym i rządzonym przez mężczyzn (uprzedzając wszelkie skojarzenia, nie jestem i nigdy nie byłam feministką, stwierdzam tutaj prosty fakt, że w ciągu wieków to mężczyźni władali politycznie i nie tylko tym światem - a ja nie mam z tym najmniejszych problemów, nie będę się upierać, że "Kopernik była kobietą" ;)). A fenomen kobiet dzierżących w takich okolicznościach władzę jest pociągający, dlaczego akurat one? jak im się to udało? i wiele innych pytań. 

Dlatego też lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę faktu z zakresu historii. W tym przypadku po biografię Katarzyny II Wielkiej pióra pana Andrzeja Andrusiewicza zatytułowanej Katarzyna Wielka : prawda i mit.

Jakby nie było Niemka na tronie carów rosyjskich to ewenement, w dodatku ta Niemka przejęła stery rządów i przez ponad 3 dekady samodzielnie władała państwem, którego terytoria znajdowały się na dwóch kontynentach, poszerzając jego granice i zdobywając ziemie na trzecim. Niemka, która stała się symbolem rosyjskości, ex-protestantka wzorem córy prawosławia!!! Która reformowała zacofane państwo, żyjące legendą Piotra Wielkiego...

Wiem wiem, zaraz Ktoś mi tu zarzuci, że słodzę największemu wrogowi Rzeczypospolitej tamtych czasów, wypisuję tutaj laurkę (tylko zastanówmy się ile w losie Polski Szlacheckiej było zasługą panów szlachty, w końcu to oni wywołali stan anarchii i doprowadzili państwo do ruiny pod każdym względem, jeśli w kraju rządzi banda chciwych i zapatrzonych w siebie nieudaczników to jak to miało wyglądać? A jedna tylko Katarzyna rozbiory robiła i dolewała oliwy do polskiego ognia?). Ale tak nie jest, to nie jest laurka, tylko szczery podziw dla kobiety, która tyle w swoim życiu dokonała, która była wybitną osobowością. A za swego życia i później po śmierci doczekała się swojej czarnej legendy...

Może to właśnie bardziej famie skandalistki zawdzięcza swą sławę przez wieki, niż swoim dokonaniom i geniuszowi politycznemu?






Źródło ilustracji: http://i.datapremiery.pl/4/000/04/403/andrzej-andrusiewicz-katarzyna-wielka-cover-okladka.jpg

niedziela, 18 maja 2014

O młodych i młodości naszych czasów


Tak chyba najkrócej można streścić zawartość książki napisanej przez pana Pawła Kępskiego Single.

Nie jest to na pewno książka do poczytania w stanie depresji (czy innego załamania humoru i samopoczucia), mało to optymistyczne, zdecydowanie nie podnoszące na duchu.

A jednak ta książka ma w sobie "to coś", że mimo całej beznadziei ukazanego obrazu chce się czytać, wiedzieć jak się dalej potoczą losy bohaterów, tytułowych singli (bo są to przeplatające się historie więcej niż jednej osoby, utrzymane w ciekawej konwencji - jakiej nie zdradzę, lepiej samemu się przekonać jak to wygląda). 

Może jestem niepoprawna, lecz do ostatniej strony miałam nadzieję, że to będzie bajka z happy endem. Wiem, że nie każda historia dobrze się kończy, byłoby to zbyt nudne (i tendencyjne?)... Bajki dla dorosłych nie chcą zawsze kończyć się tak dobrze jak te dla dzieci, trochę to smutne.


Ale może Ktoś jednak się skusi na przeczytanie książki z mało szczęśliwym zakończeniem (chociażby po to, by się przekonać jak ono wyglądało)?







środa, 14 maja 2014

Podróż "Autostopem"

Sytuacja życiowa zaczyna się powoli klarować (nie chcę zapeszać), więc ze spokojniejszą głową mogę wrócić do smarowania kolejnych postów :)


W nagrodę za to, że udało mi się tak ładnie i szybko wszystko poogarniać może bym się wybrała na jakąś wycieczkę?

I to tak z całym rozmachem. 

Pójdę na żywioł i wybiorę się autostopem w daleką drogę. Jak daleką? Jak tylko się da - po krańce Galaktyki z bohaterami powieści pana Douglasa Adamsa.

Seria ponoć ciekawa i zabawna - a po ostatnich napięciach przydałoby się nieco rozluźnić. Z dobrego Źródła wiem, że to coś akurat takiego do rozerwania się, chociaż science-fiction to nie moje klimaty, warto jednak eksperymentować, próbować nowości i odmiany, prawda?

Aż sama jestem ciekawa jak ten eksperyment mi się uda.

Jeszcze Ktoś chętny ze mną na taką kosmiczną wycieczkę? ;)






Źródło ilustracji: http://ecsmedia.pl/c/trylogia-autostopem-przez-galaktyke-b-iext22036428.jpg

sobota, 3 maja 2014

Przepraszam za milczenie

Ostatnio ciężko ze złożeniem mi się na pisanie. Upraszam więc o wybaczenie. 

Szukam pracy, jestem z tego powodu strasznie zalatana (od rozmowy do rozmowy, odbieranie telefonów, sprawdzanie lokalizacji kolejnego potencjalnego pracodawcy, namiętne przeglądanie ofert, bo na UP ciężko liczyć - czyli typowa Polska rzeczywistość człowieka poszukującego pracy), jednak życie na bezrobociu to żadne siedzenie na tyłku i nic nie robienie, to nawet ciężka praca, i jakoś ostatnie o czym myślę to pisanie tutaj...

Jaka szkoda, że tak to trudno idzie, ale nie ma co się poddawać, ponoć kto szuka, ten znajdzie, więc szukam. 

Trzymajcie za mnie kciuki? ;)