wtorek, 24 czerwca 2014

Zapomniany Winnetou

Jedni z największych i najsłynniejszych bohaterów mojego dzieciństwa (a nie było to tak dawno temu przecież), teraz przez dzieci zupełnie nie znani... Przykre to niezmiernie. Jak można tak zapomnieć cudowną twórczość pana Karola Maya?

Ale ja nadal pamiętam (szczęście do książek nie mam takiej sklerozy jak do bardziej codziennych spraw) i wspominam z rozrzewnieniem czas spędzony na wspólnych przygodach na Dzikim Zachodzie (prawdziwym Dzikim Zachodzie, gdzie nie było jeszcze rezerwatów, a Indianie siali postrach wśród białych najeźdźców) z wodzem Apaczów Winnetou i jego białym bratem Old Shatterhandem. 

Kto czytał, ten wie o czym mówię, a Kto nie, ten powinien to nadrobić. Chociaż, gdy próbowałam robić podejście do wcześniej nie czytanych pozycji tego autora w późniejszym wieku to zauważyłam, że miały znacznie więcej uroku, gdy chodziło się do podstawówki... widać z książek też się wyrasta z wiekiem.


Kto chce ze mną powspominać te wspaniałe czasy? :)










Źródło ilustracji: http://kormoran.sklep.pl/img/products/30/12/2_max.jpg

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Przystanek książka

Nie pomyślałabym, że kiedykolwiek polubię dojazdy do pracy, trwające do tego pół godzinki, a w godzinach szczytu to i trochę więcej. Co więcej, że polubię spędzanie tego czasu w pojazdach komunikacji miejskiej.

A jednak stało się...

Teraz troszeczkę mniej czasu w ogóle na czytanie (jak się pracuje, to się w tym czasie nie czyta, a przynajmniej nie to co człowiek by chciał w tym momencie), więc postanowiłam efektywniej wykorzystywać ten, który spędzam na dojazdach.

W końcu i tak się siedzi, nic specjalnie się nie robi, a co to za atrakcja podziwiać co dzień te same widoki za oknem i do nich dumać? Kierować nie kieruję w tym czasie pojazdem - robi to pan/i kierowca, więc można zająć się czymś konstruktywniejszym.

I wiecie co jest najlepsze?

Że nie tylko ja mam takie podejście do podróży publicznymi środkami transportu :)

Jak się spod oka od czasu do czasu zerknie (w celu sprawdzenia czy już się przystanku nie minęło przez zaczytanie), to widać, że nie tylko ja do książki w czasie drogi zaglądam. Robi to coraz więcej osób.

Czyżby komunikacja miejska robiła dla czytelnictwa więcej, niż wszystkie mniej i bardziej rządowe akcje proczytelnicze?










Źródło ilustracji: http://lubelskapilka.pl/wp-content/uploads/2012/03/kNjQ4ODY2MzcsNDU4ODAwNzAflogo2006.jpg

środa, 11 czerwca 2014

Książkowe "Kości"


To było moje pierwsze skojarzenie, gdy zaczęłam czytać powieści pana Simona Becketta. Tyle tylko że antropologiem światowej klasy rozwiązującym kryminalne zagadki nie jest kobieta, a mężczyzna - doktor Hunter.

Dotyczy to trzech z zaprezentowanych tutaj kryminałów (czwarty jest opowieścią "z innej beczki", ale ponieważ też dobra i tego samego autora, to wrzucam to niejako do jednego worka):
- Chemia śmierci
- Zapisane w kościach
- Wołanie grobu


Książki wraz z Szeptami zmarłych (których nie czytałam) tworzą cykl połączony osobą głównego bohatera, wspomnianego wcześniej antropologa Davida Huntera. Ja osobiście nie czytałam tych książek według podanej kolejności, ale mimo to fabuła poszczególnych tomów była bez większych kłopotów zrozumiała, gdyż każdy jest osobną zagadką do rozwiązania i nie nawiązuje mocno do tego, co działo się we wcześniejszych częściach (według mnie to duża zaleta, można książki traktować całkowicie osobno, dzięki czemu nie ucierpiałam zbyt mocno pomijając kolejność i nie dostając w swoje ręce jednego z tomów).



Książki czyta się z wielką przyjemnością, można przy nich dobrze odpocząć. Kryminały na poziomie. Do tego ciężkie do rozwikłania zagadki i śledztwo z nagłymi zwrotami akcji - przyciąga to na wieczór albo dwa (niestety czytałam w takim tempie, że na dłużej książek mi nie wystarczało).


Nie było inaczej jeśli chodzi o przyjemność czytania i zawiłą fabułę w przypadku Ran kamieni. Mimo że graficznie książka nawiązuje do poprzednich (tak jak właściwie cała seria kryminałów wydawnictwa), to zawartość już nie ta...



Tutaj już nie mamy dzielnego antropologa i innych stróżów prawa działających na pierwszym planie, rozwiązujących zagadkę, dogrzebujących się do prawdy (wręcz przeciwnie - stróżów prawa unika się jak tylko można, a że nie można w nieskończoność to książka kończy się jak się kończy - a jak? co to byłaby za przyjemność z czytania gdybym zdradziła jak...). Tutaj zagadka goni zagadkę, popędzane tajemnicą, ale te wszystkie sekrety nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego, straszne, makabryczne i wciągające.









Źródło ilustracji:
1. Chemia śmiercihttp://img.sadistic.pl/pics/0fd57ef926de.jpg
2. Rany kamienihttp://merlin.pl/Rany-kamieni_Bruises-Stone-Simon-Beckett,images_product,25,978-83-241-4854-7.jpg
3. Wołanie grobuhttp://merlin.pl/Wolanie-grobu_Simon-Beckett,images_product,27,978-83-241-4848-6.jpg
4. Zapisane w kościachhttp://merlin.pl/Zapisane-w-kosciach_Simon-Beckett,images_product,21,978-83-241-4846-2.jpg

niedziela, 8 czerwca 2014

Lubelska Noc Kultury


Jak już człowiek porządnie odespał szaleństwa nocy, rozruszał się i zastał go wieczorek, to może sobie popisać ;)

Tym razem o minionej Nocy Kultury jaka miała miejsce w Lublinie z 7 na 8 czerwca (dla Zainteresowanych link do strony wydarzenia: http://nockultury.pl/).

Wydarzenie trzeba przyznać - z rozmachem. Działo się wiele, w różnych miejscach, na różnych płaszczyznach kultury. Za mało jednej nocy, żeby wszystko obejść i wszystkiego spróbować, zobaczyć, poczuć.



Idea szczytna - noc dla solidnego "odchamienia się", ruszenia z domu i zobaczenia czegoś twórczego... Tego mi brakowało właśnie i miło, że taka inicjatywa miała miejsce. 

Noc Kultury to coś więcej, niż popularniejsza coraz bardziej w Polce idea nocy muzeów - muzea oczywiście też były otwarte, ale do tego była inna bogata oferta kulturalna - bibliotek, teatrów, muzyczna, plastyczna, IPN zaprezentował się z bardzo pozytywnej i otwartej strony (o nim przecież nie słyszy się za dobrze przez te wszystkie teczkowe medialne nagonki, szkoda że nie mówi się o innej, o wiele ciekawszej i bardziej twórczej działalności tej instytucji, np. dotyczącej opracowania źródeł drugiej wojny do tej pory skrzętnie pomijanych przez czasy PRL oraz tych dopiero co odkrywanych), a nawet ryzykanci balansujący na linie nad ratuszem, propozycje dla dzieci i dorosłych... Do wyboru, do koloru, każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Jestem pod wielkim wrażeniem i  mam nadzieję, że takie akcje będą powtarzane i to nie tylko w Lublinie :)







Źródło informacji: http://www.e-teatr.pl/pl//zdjecia/lublin/inne/(150x0)noc_kultury_2014ogo_nk.jpg

środa, 4 czerwca 2014

Szpital Lema

Ogólnie nie przepadam za twórczością pana Stanisława Lema, uznanego na całym świecie autora literatury pięknej z działu fantastyki naukowej. Fantastyka w jego wydaniu do mnie nie trafia - wiadomo, są gusta i guściki.

Dwa wcześniejsze podejścia nie były dla mnie zbyt udane...

Ale sprawa się zmieniła, gdy trafiłam na Szpital przemienienia, który żadną miarą nie jest historią fantastyki kosmicznej.

To opowieść całkiem inna, sceneria może i nie do końca normalna (bo szpital psychiatryczny), bardziej trafiająca do mnie.

Nie warto mi zdradzać więcej, niż że to szpital psychiatryczny i że druga wojna światowa przed progiem i ostatecznie w progach szpitala, ponieważ w tym przypadku wybitnie zepsułoby to przyjemność czytania.

A reszta? Zachęcam do lektury.









Źródło ilustracji: http://www.book.hipopotamstudio.pl/wp-content/gallery/daniel/lem_szpital.jpg