Dziś chciałabym napisać kilka słów o twórczości pana Imre Kertesza.
Zetknęłam się z nią przypadkiem, przy układaniu książek na półkach w dziale literatury zagranicznej natknęłam się na Los utracony oraz Fiasko.
Jako, że interesuję się trochę tematyką Holocaustu, sięgam po różnego rodzaju pamiętniki, wspomnienia, opracowania na ten temat, to postanowiłam sięgnąć także po Los utracony, który nie jest co prawda typowymi wspomnieniami tamtych strasznych dni, tylko fabularyzowaną historią opartą o przeżycia autora, niemniej jednak książka bardzo mi się spodobała.
Dlatego też potem od razu zabrałam się za drugi posiadany w księgozbiorze bibliotecznym tytuł noblisty - Fiasko, które ku mojemu ogromnemu zdziwieniu okazało się lekturą stokroć trudniejszą w odbiorze.
Nie miałam do tej pory pojęcia, że można napisać książkę o Auschwitz nie mówiąc o Auschwitz, bo tak najprościej opisać zawartość tego tytułu.
Nie ma tam śladu po scenerii obozowej, ale to się czuje przez skórę, to wyziewa z każdej linijki tekstu, człowiek czuje się uwięziony wręcz w tych niewidzialnych realiach lagrowych. Trudno to wrażenie opisać, należałoby się samodzielnie zagłębić w tą książkę.
Źródło ilustracji:
1.
http://www.wab.com.pl/images/cache/cc178abdc54d178672384689964ff55d.jpg
2.
http://ecsmedia.pl/c/fiasko-p-iext8610123.jpg