Bo czemu i nie, ja nie protestuję wcale przeciwko książkom jako prezent, co moja kochana rodzinka skrzętnie wykorzystuje ostatnimi czasy ;)
Jeśli dobra... bo jak już to książka musi być dobra (zawsze można polemizować, że nie ma złych książek, każdemu podoba się co innego, a jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje, chociaż ja mam na to często i gęsto wielką ochotę).
To nic, że już przeczytana i jedna i druga. To dwa kolejne tomy dłuższej historii, w Polsce są już wydane całe cztery, a dwa uważam za dobry początek zbierania całego cyklu.
Nie miałam na półce, a jak już się przytrafiło, to tylko czeka mnie dokupienie kolejnych części, bo nic tak nie koli w oczy jak niekompletna seria zbierająca kurz na regale :-P
A abstrahując od tego, uważam, że po prostu warto.
A mowa o książkach pani Debory Harkness, która popełniła serię pt. Księga wszystkich dusz.
Ode mnie można usłyszeć, że sama historia, pomysł, ciekawe, nawet bardzo (o oryginalność, czy odkrywczość, momentami trudno, ale przecież wszystko zostało już gdzieś opisane). Wszystko jest żywe, kolorowe.
To takie bardzo przyjemne czytadło na literaturowy seans relaksacyjny, po ciężkim tygodniu pracy czy nauki, kiedy mózg bardziej niż soczystej strawy duchowej potrzebuje lekkiego resetu, najlepiej tak pod kocykiem z kubkiem (w moim łasuchowatym przypadku) gorącej czekolady ;)
Źródło ilustracji:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz