Po książkę sięgnęłam można powiedzieć, że z polecenia (otrzymałam od osoby, która od czasu do czasu podrzuca ciekawe i inspirujące rzeczy do poczytania, na które sama często nie zwróciłabym uwagi w bibliotece czy księgarni). Dość długo zwlekałam jednak z sięgnięciem po tytuł - tak jakoś wyszło.
Ale widać tak miało być, a książka okazała się inna od wszystkiego, o czym człowiek myśli, słysząc że to o objawieniu i posłannictwie bożym ma być.
Pan Jarosław Stawirej w swojej Masakrze profana postawił całe wzniosłe zagadnienie delikatnie mówiąc do góry nogami, patrząc na nie z punktu widzenia oszołomionej, acz szczęśliwej osoby o silnej wierze, uduchowionej do szpiku kości (zdewociałej może nawet?), a z "praktyczniejszej" perspektywy mało uduchowionego szczurka będącego jednym z czempionów osławionego życiowego wyścigu w kierunku grubej kasy i niczego więcej.
Bo czy objawienie Maryi z personalnego wyboru Jezusa i polecenie: "idź w świat głosić Ewangelię" dla każdego musi brzmieć jak spełnienie życia, wygrany los na loterii?
A co jeśli się miało inne plany na życie, większe aspiracje od stania się współczesnym pastuszkiem?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz