Dziś muszę niestety "wygwiazdkować" tytuł. Totalnie nie wiem jak nazwać to, czym dzisiaj chcę się podzielić, jakiś zanik kreatywności czy coś.
Po kiepskiej pogodzie ostatniego tygodnia nareszcie za oknem ciepło, słoneczko i z rzadka widoczne puchate białe obłoczki - wymarzona wiosenna pogoda, taka najlepiej już na stałe, do tego Wielkanoc idzie. Powinnam się cieszyć, tryskać optymizmem, dorzucić tutaj coś w swoim mniemaniu inspirującego o książkach.
Tylko...
No to jakoś mi nie idzie, zbieram się na pisanie, a tu pustka, bo o czym mam pisać, gdy chwilowo nie mam głowy do książek? Do szukania nowości, do odkopywania w pamięci co to już ciekawego było i można tutaj tym się podzielić.
Nie lubię mówić o polityce, wylewać swoich żali, ale trochę mi tego za dużo.
Ciężko mi mieć głowę literatury tego szczególnie teraz. Tak, szczególnie teraz. Non stop trąbi się o Ukrainie, tam już prawie regularna wojna, a wszyscy wokół zastanawiają się nad dalszym grożeniem palcem Rosji i Putinowi, który jedyny w całej tej sytuacji ma jaja. Powiedzmy sobie szczerze, że na sankcjach gospodarczych w tym wydaniu cierpi rodzimy rynek, a nie rynek rosyjski. Zabrońcie IMPORTU do UE towarów rosyjskich, to ich zaboli, ale nie EKSPORTU na rynki rosyjskie, bo to karanie własnych przedsiębiorców, a obywatele rosyjscy tam i tak tego nie odczują od razu nie wiadomo jak - jak nie ma stąd to będzie z innego źródła. Róbcie tak dalej to może się okazać, że wschodnia część Polski też może niedługo zachce mówić po rosyjsku i w sklepach płacić rublami.
Nie to że jestem zwolennikiem wojny (wręcz przeciwnie, wolę święty spokój), nie mówię, żeby tam od razu z czołgami i zrównać wszystko z ziemią, chociaż tak z drugiej strony to nie ma już poza tym zbyt wielkiego pola manewru dla działań pokojowych. Czas takich rozwiązań moim zdaniem został przespany, trzeba było się wykazać stanowczością wtedy, zanim doszło do "plebiscytu" na Krymie, zanim zrobił się taki ukraiński kocioł, zamiast czekać co będzie. Wszyscy się naczekali i co z tego mamy?
Tak, wiem że mogę sobie tylko gadać, a dziś mam wielką ochotę sobie pogadać i ponarzekać.
I to nie tylko o Ukrainie, czarę goryczy tak samo przelewa działalność przedszkola na ulicy Wiejskiej miasta stołecznego Warszawa. Przedszkole, a nie Sejm, przy czym nie wiem czy nie obrażam przedszkolaków, bo mam wrażenie, że dzieci w tym wieku są bardziej rozgarnięte, niż ci ludzie, którzy zostali wybrani w wyborach. Może to takie miejsce wpływające na to, że poważni ludzie (za takich zawsze chciałam uważać polityków - przedstawicieli i reprezentantów Narodu) uwsteczniają się? Bo jak to nazwać? Ciągłe przepychanki i zamiast współpracy w czasach cięższych (wybitnie teraz) i lżejszych, to się przelicytowują, kto lepszy, ośmieszają i dyskredytują swoich przeciwników ideowych. To jest menażeria, cyrk, czy jeden z organów państwa, który powinien cieszyć się wyjątkową estymą społeczeństwa?
Mam serdecznie dość upolityczniania spraw, które nie są polityczne, a kryminalne powiedzmy (Smoleńsk, afera Amber Gold). Mam dosyć tego, że Rząd wprowadza i forsuje rzeczy, które wybitnie nie mają poparcia społecznego, na które nie ma warunków - 5latki w szkole. Ludzie, pracy nie ma, a Wy chcecie prędzej o rok wysyłać młodych ludzi na rynek pracy, na rynek, na którym trzeb pracować do 67 roku życia jak już ma się to szczęście że ma się pracę. Skoro osoby dojrzałe "okupują" stanowiska żeby doczekać się miernej emerytury to gdzie mają pracować coraz to nowe roczniki. Czy zwiększenie poziomu bezrobocia to jest to?
I jeszcze dziwi Was, że tylu młodych ludzi wyjeżdża za granicę. Że lepiej wyedukować się dobrego zawodu, opanować język i wyjechać. Prawdziwy szok, że ktoś chce założyć rodzinę i zapewnić tej rodzinie godny byt, a nie wegetację na poziomie najniższej krajowej. Wyliczania średniej krajowej nawet nie chce mi się komentować, bo to śmiech na sali.
To i kilka innych spraw, ale myślę, że już dość żółci publicznie wylałam.
Serdecznie dziękuję za uwagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz