środa, 23 kwietnia 2014

Czy mamy co świętować?

23 kwietnia to według dostępnych informacji medialnych Światowy dzień książki.

Tylko czy My - Polacy - mamy co w takim dniu świętować?

Patrząc na to chłodnym okiem to poziom czytelnictwa zatrważająco niski w pięknym nadwiślańskim kraju (tendencja spadkowa dzielnie utrzymuje się od lat). 

Wszystko ogranicza się do biadolenia na ten temat (ja tutaj też biadolę tak po prawdzie, ale jak pracowałam to starłam się zachęcić do książek i pokazać, że biblioteka nie gryzie, nawet to dawało efekty). Samej książki zaś jako takiej się nie promuje, w szkole zniechęca jak tylko można dzieciaki do czytania - będę obstawała przy swoim że spisy lektur to gwóźdź do trumny czytelnictwa. Akcje proczytelnicze też nie do końca sobie radzą, to jak głos wołającego na puszczy, mały odzew, z reguły od osób, które i tak czytają. 

Dla książek wiele dobrego i to skutecznie zrobili chyba ostatnio tylko filmowcy. Zapytacie: jak? dlaczego? skąd ci się to kobieto ubzdurało? A bardzo prosto. Ile ostatnio powstało ekranizacji? Ile z nich odniosło nawet sukces kasowy, czy chociażby spory rozgłos? No właśnie. A sporo jest takich osób, które samo czytanie niby niet, ale jeśli dotrze do nich informacja że ten fajny film to na podstawie książki to po tą książkę sięgają, później (jeśli książka się podoba, a najczęściej tak jest), to szukają innych tytułów tego samego autora, czasami miłość do książek zostaje i idą już po kolejne dzieła.

Czyli książkom ostatnimi czasy pomaga pięknie srebrny i szklany ekran. Jestem jak najbardziej za :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz