Czy coś w stosunku do czegoś mam mieszane uczucia. Idea sama w sobie szczytna, temu nie zaprzeczę, szczerze popieram - zachęcić ludzi do czytania książek.
Tylko czy akcje właśnie w takim kształcie jak teraz kogoś zachęcają?
One są tworzone przez aktywistów, zapaleńców (chwała Wam Ludki że jesteście) dla ludzi, którzy także chcą się pokazać, pobawić, coś zrobić, zamanifestować - czyli dla również aktywnych. Nie jestem w stanie stwierdzić ilu nie-czytających pojawia się na spotkaniach proczytelniczych (jeśli w ogóle). Tego typu zdarzenia traktowałabym raczej jako "utwardzanie gruntu czytelniczego", a nie jako coś co ma wymierną siłę wpłynąć na osobę, która do tej pory była oporna w dziedzinie czytania książek.
Skoro tak się wymądrzam, to może wiem jak nakłonić do czytania?
Niestety jestem od tego daleka, nawet bardzo. Po prostu wychodzę z założenia, że... jeśli ktoś sam czegoś nie chce, to się go do tego nie zmusi. Można mu pokazywać że można, że to fajne (tu ukłon w stronę szeroko pojętych działań Aktywistów) i tyle. Warto pokazywać często, im wcześniej tym lepiej, bo czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca. To chyba moja jedyna recepta - czytelnika to trzeba starać się wychować ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz