czwartek, 13 lutego 2014

O Marii Nurowskiej słowo


Ogólnie nie lubię książek pochodzących pod gatunek potocznie zwany "literaturą kobiecą", który zawiera w sobie romanse wszelkiej maści i inne takie. Nie czytam tego, specjalnie nie polecam, chyba że ktoś lubi, to niech sobie czyta - na zdrowie.

Pani Maria Nurowska jest właśnie zaliczana do pisarek "produkujących" ową literaturę kobiecą, więc mimo że nazwisko obijało mi się o uszy, w mojej filii jej książki dzielnie kurzą się na półeczce jednego z regałów literatury polskiej, to ani mi się śniło cokolwiek przeczytać.

Moją opinię wyrobioną na podstawie obiegowej opinii (źle i nieładnie, wiem) zrewidowała lektura książki Matka i córka. Maria Nurowska i Tatiana Raczyńska w rozmowach z Martą Mizuro (czasem warto słuchać jak Czytelniczki coś polecają bibliotekarce ;)). Czegoś w typie ciągu wywiadów (bardziej nawet może rozmów?), w których poza wątkami biograficznymi, jest sporo nawiązań do twórczości tej jednej z bardziej znanych polskich pisarek.



Może więc pora by spróbować poczytać panią Nurowską? Oddać do końca sprawiedliwość i cieszyć się (mam nadzieję) kawałkiem dobrej literatury na wyrost zwanym literaturą kobiecą?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz