Nie pomyślałabym, że kiedykolwiek polubię dojazdy do pracy, trwające do tego pół godzinki, a w godzinach szczytu to i trochę więcej. Co więcej, że polubię spędzanie tego czasu w pojazdach komunikacji miejskiej.
A jednak stało się...
Teraz troszeczkę mniej czasu w ogóle na czytanie (jak się pracuje, to się w tym czasie nie czyta, a przynajmniej nie to co człowiek by chciał w tym momencie), więc postanowiłam efektywniej wykorzystywać ten, który spędzam na dojazdach.
W końcu i tak się siedzi, nic specjalnie się nie robi, a co to za atrakcja podziwiać co dzień te same widoki za oknem i do nich dumać? Kierować nie kieruję w tym czasie pojazdem - robi to pan/i kierowca, więc można zająć się czymś konstruktywniejszym.
I wiecie co jest najlepsze?
Że nie tylko ja mam takie podejście do podróży publicznymi środkami transportu :)
Jak się spod oka od czasu do czasu zerknie (w celu sprawdzenia czy już się przystanku nie minęło przez zaczytanie), to widać, że nie tylko ja do książki w czasie drogi zaglądam. Robi to coraz więcej osób.
Czyżby komunikacja miejska robiła dla czytelnictwa więcej, niż wszystkie mniej i bardziej rządowe akcje proczytelnicze?
Źródło ilustracji: http://lubelskapilka.pl/wp-content/uploads/2012/03/kNjQ4ODY2MzcsNDU4ODAwNzAflogo2006.jpg

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz